Dotykając pustki – recenzja książki „Nie ma” Mariusza Szczygła (Wydawnictwo Dowody na Istnienie)

 Mam dla Ciebie krótkie zadanie. Kartka na stół, długopis w dłoń – do dzieła! Złap oddech i spróbuj opisać własnymi słowami jak wygląda cybergęśl. Masz rację, trochę przesadziłam. W takim razie – czym cechuje się rozprószyna? A półbabek? Dobrze, spróbujmy trochę bardziej przyziemnie. Może łatwiej przyjdzie opisać Ci zjawisko, które nie jest obce, z którym się zetknąłeś/ęłaś? Co to jest miłość? Jak wygląda pełnia? Co charakteryzuje niechęć? Wiem, że poszło Ci lepiej, ale przyznaj, trudno mówi się o pojęciach nieco rozmytych, odbieranych subiektywnie, niematerialnych… Mam też zagadkę dla prawdziwych omnibusów, mistrzów łamigłówek! Co to jest brak? Gdzie zaczyna, a gdzie kończy się pustka? Czy da się ją dotknąć, poczuć? Przyznam, że te pytania także dla mnie stanowią duży kłopot. Bo choć każdy z nas doświadczył w swoim życiu pewnego niedosytu, poczucia braku, to wciąż trudno definiować te doświadczenia. Na szczęście nie musimy podejmować się tego zadania. Ktoś już nas wyręczył. Osoba, która nie boi się wyzwań, problematycznych pytań, kontrowersji, intensywnych emocji. Mowa o Mariuszu Szczygle – reporterze, który w swojej ostatniej książce Nie ma (Wydawnictwo Dowody na Istnienie) stanął twarzą w twarz z pustką i postanowił przyjrzeć się brakowi z różnych perspektyw.

 

Nagradzamy książkę, która jest niczym rozsypane archiwum z poszukiwań odpowiedzi na pytanie fundamentalne: dlaczego raczej czegoś „nie ma”, niż jest.

   Tymi słowami przewodniczący jury Nagrody Literackiej Nike prof. Marek Zaleski obwieścił, że jej tegorocznym laureatem został właśnie Mariusz Szczygieł. Istotny jest również fakt, że reporter otrzymał także nagrodę czytelników „Gazety Wyborczej”, towarzyszącą Nagrodzie Literackiej Nike. Wydaje mi się, że pokazuje to, jak ważnym problemem dla polskiej literatury jest temat śmierci, odchodzenia. Abstrahując od niezwykle medialnej osobowości Szczygła, która na pewno była jego dużym atutem w rywalizacji o nagrodę czytelników, można wysnuć wniosek, że Polacy odczuwają potrzebę mówienia, ale także czytania o kwestiach trudnych do przeżywania i zrozumienia. W naszej rodzimej literaturze problem cierpienia, tęsknoty, poczucia pustki konstytuowanych w obrębie odchodzenia, braku, nie pojawia się zbyt często. A na pewno nie poświęcono mu w całości tak obszernej lektury. Dopiero Szczygieł podjął się tego trudnego zadania, przemiany w słowa tego, co przecież ciężko zrozumieć, a co dopiero opisać.

Tegoroczny laureat Nike mówi w swojej książce o tym, czego nie ma za pomocą tego, co jest lub co/kto pozostał(o). Trudne przeżycia egzystencjalne filtruje przez przedmioty, emocjonalne historie jednostek, wspomnienia… Takie ujęcie idealnie wpisuje się w definicję reportażu, autorstwa Szczygła, którą możemy znaleźć na końcu Nie ma:

Reportaż to nieumiejętność przeżycia własnego doświadczenia egzystencjalnego za pomocą fikcji.

Autotematyczna propozycja objaśnienia terminu, jaką podaje nam autor, wskazuje, że opisany gatunek może stanowić wyrzucanie z siebie emocji, a także dzielenie się z innymi swoimi refleksjami na tematy, najczęściej trudne i niewygodne. Definicja mieści w sobie także element charakterystyczny dla reportażu – pewnego rodzaju podglądactwo. I właśnie to robi Szczygieł. Bada wnętrza innych osób – choć w większości rozdziałów analizy należy szukać pod warstwą prostych słów, obiektywizmu,  codziennych historii. Autor Nie ma próbuje odpowiedzieć na pytanie: jak ludzie przeżywają stratę, w jaki sposób brak funkcjonuje w nich, ale także w przedmiotach.

W tym miejscu natykamy się na jeden z największych atutów reportażu – różnorodność. Tytuł książki chyba każdemu od razu kojarzy się ze śmiercią. Faktycznie – problem tak rozumianego odchodzenia obejmuje sporą część mini-reportaży, na które podzielone jest Nie ma. Czy to wada? Moim zdaniem nie. Doświadczenie umierania jest jednym z najbardziej uniwersalnych toposów – dotyka każdego z nas wielokrotnie, stanowi nieodzowną tajemnicę istnienia, której rąbek odsłania nam się na końcu życia wraz z ostatnim tchnieniem. Sam Szczygieł w rozmowie z Zofią Król podczas tegorocznego festiwalu Conrada w Krakowie wyznał, że całkiem niedawno zorientował się i doświadczył, że nie jest nieśmiertelny. Reporter sięga jednak w swoim dziele o wiele dalej. Momentami czytelnik musi zatrzymać się i zastanowić, o jakim braku mowa w danym segmencie książki. Dzięki temu wzbudza w sobie refleksje zarówno uniwersalne jak i jednostkowe, dotyczące jego własnego życia. Proszę mi uwierzyć, na pewno znajdziecie w Nie ma taką pustkę, która akurat was dotyka…

Wspomnę jeszcze raz o temacie śmierci bliskich osób. Szczygieł ujmuje go na wiele sposobów. Klasycznie – znajdziemy w książce smutek związany z odchodzeniem, który pojawia się już w pierwszym rozdziale książki, zatytułowanym Czytanie ścian. Jego bohaterką jest czeska poetka Viola Fischerowa, która głęboko przeżywa samobójczą śmierć męża. Szczygieł pokazuje także skrajnie odmienne stanowisko. Choć dla wielu wyda się to wstrząsające – śmierć może przynieść też ulgę. Dzieje się tak w historii Ewy, dla która opisywała członków rodziny, dotkniętych alkoholizmem, jako sępy, które tylko ciągle wołają: Daj! Daj! O odchodzeniu wiele mogą powiedzieć nie tylko ludzie, ale też przedmioty. Na przykład te, które autor ogląda w sklepie po umarłych w Budapeszcie.

   Nie ma porusza problem niedosytu, poczucia braku także w kontekście poszukiwania własnej tożsamości płciowej czy marnienia świetności. Drugie ujęcie jest szczególnie ciekawe. Szczygieł opisuje je na przykładzie wspaniałej, urządzonej w secesyjnym stylu willi i jej właścicieli – arystokratów. Historia nie oszczędza jednak nikogo. Opisana historia pokazuje jednak, że ze zmianami, utratą autorytetu czy wysokiej pozycji można godzić się w piękny sposób i zachowywać swoją godność.

Zaznaczę również istotny element książki, jakim są jej bohaterowie. Mamy tu do czynienia z jednostkami bardzo charakterystycznymi, jak wspomniana Viola Fischerowa czy siostry Woźniackie (Ludwika i Zofia). Autor opisuje także postacie mniej wyróżniające się, takie, których słowa z łatwością mogłyby pojawić się na naszych ustach. Przykładem tego jest ojciec Szczygła, który pojawia się w dwóch rozdziałach.

Warto również napisać kilka słów o narracji. W większości segmentów jest ona bardzo czytelna. Mamy tutaj do czynienia z prostym i przejrzystym językiem. Jednak zdarzają się momenty, gdy zawiłość narracji jest zbyt duża i trudno domyślić się, jakie refleksje kryją się pod słowami autora.

Mariusz Szczygieł prezentuje w Nie ma nowatorskie podejście do reportażu. Przedstawia swoją własną definicję gatunku i przenosi ją na karty książki. Autor podejmuje temat trudny, bo pustka zazwyczaj wiąże się z cierpieniem. Szczygieł ugryzł go jednak z wielu stron. Choć pod względem stylu nie znajdziemy w zbiorku wielu ckliwości – książka jest bardzo poruszająca i wartościowa dla czytelnika. Myślę, że jest to idealny prezent pod choinkę. Zadowoli nie tylko entuzjastów reportaży – każdy odnajdzie w nim kawałek siebie, uwierającą lukę, która wymaga opowiedzenia.

Aleksandra Niziołek

Studentka japonistyki i polonistyki, entuzjastka sztuki, literatury, G. G. Marqueza oraz Tadeusza Różewicza. Lubi dobre wino, ciekawe kino i naturę.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.