Mężczyźni tacy jak my

Kadr z filmu "To wspaniałe życie" w reż. Franka Capry, 1946 r.

Hej, Harvard też popełnia błędy! Wykładał tu Kissinger! ​

Annie Hall, reż Woody Allen, 1977

​Elliot Aronson, słynny amerykański psycholog społeczny, napisał kiedyś, że istnieją dwie najważniejsze cechy osobiste, które decydują o tym jak bardzo dana osoba będzie lubiana. Te dwie cechy to: atrakcyjność fizyczna i kompetencja.

Dzisiejszy świat nie jest przyjaznym miejscem dla ludzi, którzy chcieliby podobać się płci przeciwnej nie poddając się katorżniczym treningom na siłowni, nie podążając za najnowszą modą (sprawdzając w internecie np. ile guzików w marynarce rozpiąć, by dobrze wypaść w bardziej „światowym” towarzystwie) czy po prostu nie rodząc się z twarzą amanta filmowego. Ideałów męskiego piękna, wykreowanych przez kino było tak wiele, że nietrudno zauważyć jak mocno zmieniały się na przestrzeni lat – dla przykładu Clark Gable nie wzbudzałby dziś takiego zachwytu u kobiet do jakiego był przyzwyczajony. Pomińmy jednak rozważania nad atrakcyjnością fizyczną i przejdźmy do drugiej cechy – kompetencji.

Ludzie kompetentni kojarzą nam się z pracowitością, niezawodnością i sukcesami. Jednak wbrew pozorom to nie oni wzbudzają w nas największą sympatię – zgodnie z tezami Aronsona o wiele bardziej polubimy kogoś, kto wydaje się podobny do nas. Dzieje się tak na skutek wrażenia, które można by określić mianem podejrzliwości wobec tych, którzy wydają się robić wszystko doskonale – piszą znakomicie, składając wielokrotnie złożone zdania bez choćby jednego błędu, dodają w myślach liczby uzyskując w krótkim czasie dokładne wyniki czy są – jak Petroniusz z Quo Vadis – arbitrami elegancji. Całe życie jesteśmy skazani na walkę z własnymi lękami, słabościami, błędnymi wyborami i… przypadkiem. Z tego powodu naszą sympatię zdobywają osoby, które (w kontrze do wyżej wymienionych przykładów) również będą dzielić ten los z nami – popełnią błędy gramatyczne, pomylą się w rachunkach czy na ich ubraniu zobaczymy małą plamę z sosu podczas rozmowy w trakcie wesela. Zgodnie z tą teorią można założyć, że chociaż podziwiamy wielkich aktorów teatralnych i filmowych, to naszą sympatię zdobędą mężczyźni… tacy jak my. Sztuka ma określenie dla takiej postaci – jest to everyman, reprezentujący człowieka przeciętnego, zwykłego, żyjącego codziennymi sprawami i troskami. W historii kina ogromną popularność i miłość widowni zdobywali właśnie ci aktorzy, których łatwo określić mianem everymana.

Jednym z najpopularniejszych aktorów lat czterdziestych i pięćdziesiątych był James Stewart. Ten absolwent Princetown, a pózniejszy laureat Oscara, wyspecjalizował się w kreowaniu zwykłych obywateli Stanów Zjednoczonych (sam będąc dzieckiem szkockich emigrantów). Jedną z jego najważniejszych ról jest postać George’a Baileya z arcydzieła Franka Capry To wspaniałe życie (1946), w którym kieruje budowlaną kasą oszczędnościową w małym miasteczku. Na skutek zgubienia pieniędzy z kasy przez wuja Billa (w tej roli Thomas Mitchell) traci ochotę do życia tuż przed Bożym Narodzeniem i planuje popełnić samobójstwo. Film jest znakomitą opowieścią, która miała na celu nie tylko pokazać widzom jak ważne jest Boże Narodzenie (poprzez chrześcijański wątek fantasy, który ma za zadanie wnieść odrobinę humoru) i przywrócić wiarę w ludzką godność i dobro, tak nadwyrężone przez lata II wojny światowej, ale również pokazać sytuację człowieka, który popada w tarapaty finansowe, tak jak wielu Amerykanów, próbujących odbudować swoje budżety domowe po wielkim krachu na Wall Street. Kalifornijski aktor zagrał też Alfreda Kralika, pracownika budapesztańskiego sklepu z upominkami w Sklepie na rogu Ernsta Lubitscha (1940). Nasz bohater to kolejny mężczyzna, który marzy o lepszym życiu, awansie w pracy i założeniu rodziny. W gruncie rzeczy oczekuje jedynie tego, co przyziemne, a czego chciałoby od życia wielu z nas. Główny wątek filmu umożliwia sklepikarzowi skuteczną walkę o wspomniany awans i zdobycie serca współpracowniczki. Lubitsch postarał się, by historia rozgrywająca się na Węgrzech była na wskroś amerykańska i podczas seansu łatwo zapomnieć, że toczy się w Europie Środkowej, a nie w jakimś mieście np. w stanie New Jersey. Co ciekawe – 58 lat później do kin wejdzie odświeżona historia pana Kralika i panny Novak. Zostanie nakręcona przez Norę Ephron, a główne role zagrają: kolejny bohater naszego tekstu, nazywany „Jamesem Stewartem naszych czasów” oraz specjalistka od ról „dziewczyn z sąsiedztwa”. Ta produkcja to Masz wiadomość z Tomem Hanksem i Meg Ryan.

James Stewart zagrał jeszcze wiele podobnych ról – na przykład fotografa ze złamaną nogą, któremu spokój rekonwalescencji burzą dziwne wydarzenia w sąsiedztwie (słynny thriller Alfreda Hitchcocka Okno na podwórze z 1954 roku) czy też lekarza, wplątanego w aferę szpiegowską podczas wakacji (ponownie u mistrza suspensu w Człowieku, który wiedział za dużo z 1956 roku). Warto też zatrzymać się przy filmie Historia Glenna Millera (reż. Anthony Mann, 1954). Amerykanin gra tu kolejny raz zwykłego człowieka, który posiadając talent potrzebuje do zrealizowania celu wytrwałości, wyrzeczeń, zaradnej żony i… łutu szczęścia. Historia Millera jest o tyle interesująca, że film, zrealizowany kilka lat po jego śmierci przedstawił tego słynnego muzyka i aranżera jako ofiarę działań wojennych podczas II wojny światowej – według tej wersji puzonista zmarł w katastrofie lotniczej. W 1983 roku brat Glenna Millera oznajmił, że muzyk nie zginął w niej, lecz zmarł w 1944 roku na zapalenie płuc i poprosił o stworzenie legendy o swojej śmierci po to, by zostać zapamiętany jako bohater. Prawdziwym bohaterem okazał się jednak – o ironio wbrew swojemu ekranowemu emploi – aktor, który sportretował go w filmie Manna. James Stewart walczył w Europie jako pilot wojskowy i po wielu latach służby w armii amerykańskiej dosłużył się stopnia generała dywizji. Jego życie prywatne było zupełnie niestandardowe jak na gwiazdę Hollywood – poślubił Glorię McLean tworząc szczęśliwą rodzinę, w której skład weszło czworo dzieci, w tym dwoje adoptowanych. Zmarł w 1997 roku, trzy lata po śmierci żony.

 

Tom Hanks na premierze filmu „Sully” w reżyserii Clinta Eastwooda, 2016 r.

 

W tym samym roku Tom Hanks był jedną z największych gwiazd kina i tak jak James Stewart urodził się w Kalifornii, a karierę zaczynał od ról przeciętniaków. Zwykli mężczyźni grani przez Hanksa doświadczali niesamowitych przygód (Plusk z 1984 roku, Duży z 1988 roku) lub borykali się z problemami dzięki którym łatwo było się z nimi utożsamić – aktor był zarówno młodym małżonkiem, wkładającym wszystkie oszczędności w remont domu w komedii Skarbonka z 1986 roku czy też zaniepokojonym sąsiadem z filmu Na przedmieściach z 1989 roku, co przypomina nieco postać wykreowaną przez Stewarta w Oknie na podwórze. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych pokazał się widowni jako aktor wszechstronny, jednocześnie nadając rys zwyczajności swoim postaciom – bez względu na to czy chodziło o ukazanie dramatu człowieka chorego na AIDS (w 1993 roku jako Andrew Beckett z Filadelfii Jonathana Demme’a) czy w tytułowej, ikonicznej roli cierpiącego na zespół Aspergera Forresta Gumpa (1994), za które otrzymywał Oscara dwa razy z rzędu. Hanks powrócił do ról zwykłych mężczyzn i w 1998 roku wcielił się we właściciela sieci księgarń we wspomnianej wcześniej komedii Masz wiadomość na podstawie sztuki Miklosa Laszla Parfumerie. Scenariusz, aparycja aktora i sposób gry sprawiły, że nawet bohater filmu – bogacz Joe Fox III – wydaje się prawdziwym poczciwcem, reprezentującym mężczyzn, którzy ponad pieniądze i ekscesy stawiają rodzinę i przyzwoitość.

Rolą, która jest idealnym podsumowaniem oczekiwań widowni wobec Amerykanina jest film Terminal jego przyjaciela Stevena Spielberga (wraz z Januszem Kamińskim tworzą bardzo dobrze rozumiejące się trio, które współpracowało przy kilku produkcjach – ostatnio przy dramacie Czwarta władza z 2017 roku). Tom Hanks jest tu Viktorem Navorskim, przybyszem z Europy Wschodniej, który ląduje w Nowym Jorku w trakcie przeprowadzanego w ojczyźnie zamachu stanu, co doprowadza do koczowania w terminalu ze względu na nieważny paszport, który według przepisów staje się dokumentem z nieistniejącego państwa. Jest to, oparta na prawdziwej historii Mehrana Nasseriego, opowieść o człowieku, który zostaje potraktowany przez biurokratów jak przedmiot i spędzając kolejne tygodnie, a następnie miesiące, przekonuje do siebie pracowników lotniska, którzy mimo, że pochodzą z wielu krajów, są tak naprawdę takimi samymi everymanami jak Viktor. Hanks idealnie odnajduje się w tej roli, budząc sympatię i pozwalając, by widzowie kibicowali nie tylko jemu, ale – co szczególnie ważne – również pozostałym bohaterom. Granie podobnych postaci stało się jednak problemem dla aktora – umiarkowane recenzje filmu w którym wcielił się w czarny charakter (Ladykillers, 2004, w reżyserii Ethana i Joela Coenów) wynikały też w dużej mierze z odbioru postaci Professora G. H. Dorra (wielu krytyków filmowych uznało za ryzykowny pomysł obsadzenia Toma Hanksa w roli złodzieja bez skrupułów) – widzowie chcieli oglądać „dobrego Amerykanina”, a nie Hanksa-bandytę. Problem leżał więc nie w grze aktorskiej, lecz w przyzwyczajeniach widzów. Sam laureat Oscara często wspomina w wywiadach, że chciałby ponownie zagrać jakiś czarny charakter – zwłaszcza w filmach Marvel Studios – jednak, jak sam przyznaje, nie ma wielkich szans na taki kontrakt.

 

Matt Damon podczas promocji filmu „Marsjanin” (reż. Ridley Scott), 2015 r.

Godnymi następcami wymienionej wyżej dwójki można określić Matta Damona i Jasona Batemana – obydwaj uważani są za statecznych ojców i mężów (tak jak Hanks, chociaż niewiele widzów wie, że jest on żonaty po raz drugi, a trudna sytuacja w pierwszym małżeństwie doprowadziła go do poważnych problemów z alkoholem). Zarówno Damon jak i Bateman często występują w kinie w rolach zwyczajnych mężczyzn (są oczywiście wyjątki – wygląd Damona dodał realizmu postaci Jasona Bourne’a). Pierwszy wystąpił choćby w takich produkcjach jak W pogoni za Amy (1997), Kupiliśmy Zoo (2011) czy w nieco autoparodystycznej roli Paula Safranka w Pomniejszeniu z 2017 roku. Alexander Payne drwi tu, w konwencji s-f, z amerykańskiego snu – postać Safranka w pogoni za lepszym życiem decyduje się na zainwestowanie większości pieniędzy w tytułowe pomniejszenie; po to by przekonać się, że mniejszy rozmiar wcale nie sprawia, że mniejsze stają się również problemy codzienności. Bateman wyspecjalizował się natomiast w graniu w komediodramatach takich jak Juno (2007), W chmurach (2009) – obydwa filmy to produkcje Jasona Reitmana, czy w Powiedzmy sobie wszystko (2014), gdzie mamy standardowy w amerykańskim kinie obraz zaburzonych relacji rodzinnych i trudnego powrotu do miejsca w którym się wychowano. W tym przypadku jest to śmierć ojca głównego bohatera, Judda Altmana, która ma stać się pretekstem do stworzenia pomostu między czwórką rodzeństwa, zbliżenia do matki, w której cieniu żyją dzieci, a także do rozliczeń z własną przeszłością. Warto też wspomnieć, że aktor został gwiazdą serialu Ozark wyprodukowanego przez Netflix w którym gra statecznego męża i ojca, doradcę finansowego, wpadającego w poważne tarapaty na skutek własnych błędów i musi je rozwiązać w zupełnie nowy dla siebie sposób.

Ekranowa zwyczajność, reprezentowana przez wyżej wymienionych aktorów, a także wielu pominiętych w tym zestawieniu, takich jak na przykład Paul Giamatti czy Steve Buscemi, staje się atutem w kinie akcji (wspomniany Jason Bourne z serii studia Universal Pictures), gdyż bohaterowie stają się bardziej wiarygodni i bliżsi nam. Wciąż jednak jej głównym celem będzie pokazywanie codzienności i wyzwań z którymi walczy wielu z nas. Niesłabnąca popularność tego kinowego nurtu sprawia, że z czystym sumieniem możemy założyć pojawienie się następnych pokoleń aktorów, którzy z równym powodzeniem będą wybierać rolę zwyczajnych ludzi i przyciągać przed ekrany kin oraz telewizorów tych, którzy lubią oglądać bohaterów filmowych właśnie takich jak oni – czasami zbyt grubych lub zbyt chudych, popełniających błędy i próbujących naprawić je kolejnymi, a przede wszystkim dających nadzieję, że można te błędy popełnić i żyć dalej. Przeżywać kolejny dzień, upadać i się podnosić. Jak mawiał Andy Dufresne, bohater Skazanych na Shawshank, arcydzieła Franka Darabonta: „nadzieja to dobra rzecz, może najlepsza ze wszystkich, a dobre rzeczy nigdy nie umierają”.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.